Ks. Mieczysław Pająk
Aktualności
  • W fazie upiększeń

    Zasady zysku, handlu, lukratywnego biznesu na dobre pochłonęły umysły i serca nie tylko bogatej Ameryki (czego […]

  • Sztafeta nie olimpijska, ale misyjna

    Od wieków przeciętny człowiek pożąda chleba i igrzysk. Te ostatnie z Rio przebrzmiały, bezpowrotnie odeszły do […]

Imieniny

Wyludniająca „epidemia”

Afrykańskie ludy były i są ofiarami różnych chorób i zaraz. Któż z nas nie słyszał o eboli, malarii, musze tse-tse, która wywołuje śpiączkę afrykańską itp. Olbrzymie fizyczne problemy zdrowotne Afrykańczyków nie są jedynymi. Tuziemcy cierpią również na zaburzenia ducha, czasami o wiele groźniejsze od tamtych. Nie chodzi tu o nasze niedomagania z serii chorób cywilizacyjnych, spowodowane obsesjami, fobiami, przeróżnymi schizami, natręctwami i nerwicami. Jednak jest coś, co ostatnio wyludniło naszą wioskę prawie całkowicie. Przyczyną jest zabójcza gorączka złota. Już od 2 tygodni trawi ona miejscowych oraz ludność okolicznych wiosek.

W oddalonej od nas o 17 km wiosce jeden, przypadkowo grzebiący w ziemi młody chłopiec, natknął się na kamieńZłoto w Afryce ks Pająk błyszczący kruszynkami złota. To sprawiło, że od kilku miesięcy wygasłe pole odkrywkowe, gdzie przewinęły się setki ludzi żądnych znalezienia cennego kruszcu, znów zaczęło tętnić życiem; teraz w nieco innym miejscu tej samej wioski zaroiło się tysiącami „poszukiwaczy skarbów”, którzy liczą na podobny łut szczęścia. Zwłaszcza młodzi ludzie ruszyli do takiego afrykańskiego Eldorado. Opuścili swoje domy, porzucili inne miejsca wydobycia złota, zrezygnowali nawet z czystej darmochy – wyprawy do lasu w poszukiwaniu gąsienic spadających z drzew – byle tylko posiąść wielką mamonę, świdrującą ich dusze. Jednak blask złota okazuje się dla niektórych fałszywym, bo chodzą już pogłoski, że choć wielu kopie, nie wszyscy znajdują chociażby kruszynkę drogocennego kamienia.

Nawet nasz wieloletni kucharz na miesięcznym urlopie wylądował bezpośrednio w tej krainie marzeń. Pragnienie i wiara w powodzenie były tak mocne, że nie zdążył wrócić na czas do pracy w naszej misyjnej kuchni. Ułuda lekkiego zarobku zamąciła jego dotychczasową stabilność. Otóż spóźnił się do pracy o jeden dzień, został więc zawieszony w czynnościach swojego fachu. Za to i za inne niedbałości w kucharzowaniu chętnie bym go się już pozbył. Chociaż muszę uważać, aby na mnie nie doniósł do sądu pracy. Nawet i tu w prymitywnych zakamarkach dżungli prawo ma dwa końce; można nim postraszyć pracownika, ale będąc pracodawcą o białym kolorze skóry można się spotkać z czymś w rodzaju odwróconej dyskryminacji. Kiedyś biali poniewierali i gnębili czarnych, teraz każde najdrobniejsze nadużycie białego jest okazją do sankcji i kar sądowych, czasami kosmicznych kaucji i odszkodowań wyłudzanych w imię wątpliwego, wyssanego z palca prawa za rzekome pokrzywdzenie czarnego.

Poszukiwacze złota w RPA

Ostatnio miałem okazję być z Mszą świętą w złotonośnej wiosce. Po kilku zabiegach dyplomatycznych pozwolono mi dotknąć tych zaczarowanych drogocennych kawałków kamienia, gdzie iskrzyły się ziarenka złota. Kazałem ściągnąć złoty lub też pozłacany łańcuszek jednemu z handlarzy, aby wizualnie pokazać, jak bardzo różni się to nieoczyszczone złoto od tego obrobionego.

Okazuje się, że złoto wcale nie jest takie tanie bezpośrednio w pierwszym skupie od poszukiwaczy. Zaś oni zyskują tylko część pieniędzy za jego znalezienie. Resztę wartości muszą odprowadzić dla właściciela działki złotonośnej, zapłacić ochraniarzom i stróżom porządku, opłacić urząd miejski, skupującego towar, muszą też uiścić ¼ wartości znalezionego materiału za przystawienie detektora do miejsca, gdzie aparat może wykryć kruszec, aby daremnie nie przewalać i nie płukać niejednokrotnie olbrzymich pokładów ziemi.

Ale za całą resztę ileż to można mieć!? Można sobie samemu wynająć młodszych lub biedniejszych kolegów do pracy. Można sobie wreszcie pojeść ile się zechce, można iść do miejscowego kina, można znaleźć płatną przyjemność, a dziewczyn czekających na dobrą zapłatę nie brakuje. Największą gratką jest tutaj kupiony za złoto własny motor, najlepiej Apacz, a potem dopiero można pomyśleć, w zależności od szerokości uśmiechu szczęścia o własnej rodzinie, domu, nabyciu nowego poletka, zatrudnieniu innych do pracy itp.

A cały czar złota nie poprawia sytuacji mojej parafii, a wręcz przekreśla wiele planów. Tacy ciężko tyrający ciułacze w poszukiwaniu złota nie zrobią prezentu na budujący się kościół, nie dadzą ani na składkę, ani nie przyniosą większej sumy do parafialnego biura. Zaś najbardziej szarym odblaskiem złota maluje się żądza młodych dotychczas pomagających przy budowie fundamentów, jak i wydobywców piasku i żwiru z rzeki na budowę. Otóż zrezygnowali oni bez żadnych skrupułów z czekania na wznowienie budowy kościoła. Nie mogą się oprzeć myśli szybkiego zarobku. Zdaje się, że teraz będę być może ściągał pracowników do murów z Bangui, czyli ze stolicy, o ile w najbliższym czasie była ekipa nie raczy wrócić na wioskę. No cóż, trzeba sobie jakoś radzić ze skutkami tej złotej „epidemii”.