Ks. Mieczysław Pająk
Aktualności
  • W fazie upiększeń

    Zasady zysku, handlu, lukratywnego biznesu na dobre pochłonęły umysły i serca nie tylko bogatej Ameryki (czego […]

  • Sztafeta nie olimpijska, ale misyjna

    Od wieków przeciętny człowiek pożąda chleba i igrzysk. Te ostatnie z Rio przebrzmiały, bezpowrotnie odeszły do […]

Imieniny

Wierzyć po afrykańsku…

Ktoś kto spędził trochę czasu między czarnoskórymi Afrykańczykami przekonuje się szybko, że nie przeszkadza mu odmienność koloru skóry czarnych ludzi. Jednak nie jest w stanie łatwo przystać na ich sposób myślenia czy zachowania. Choć co do zachowań, to można by jeszcze przywyknąć i jakoś się oswoić z ich nieustannym gadaniem. Ich rozmowy to nie jest mowa w naszym rozumieniu, ale to po prostu głośna, bez końca i bez sensu paplanina. Wszyscy coś gestykulują, coś sobie tłumaczą, bez składu i ładu, bo nic w tym potoku słów nie ma konkretnego. Właściwie to jeden drugiego nie słucha, tylko mówi swoje, najczęściej zmyślone rzeczy. Przeważnie są to żarty sytuacyjne, w sensie: „co by było gdyby…” Język sango nie pozwala na wyrażenie jakichś racjonalnych wywodów myślowych. Skromny zasób słownictwa wymaga prostej żonglerki słownej, aby przy pomocy niewielu słów wypowiedzieć jak najwięcej historii, które rozśmieszą i rozbawią słuchaczy. W tym ich świecie ciągłej gadaniny prawda zazębia się z fałszem i najbardziej nieprawdopodobne historie urastają do najprawdziwszej prawdy. Użyję przykładu często spotykanego w opowiadaniach, skąd się biorą albinosi.

Tak jak wszędzie w świecie, tutaj tym bardziej, zaskakuje nieco odmienne ubarwienie skóry albinosa, choć u nas chyba nie tak bardzo. Może jedynie ze względu na mocniejszy odcień bieli włosów, brwi i rzęs. Tu zaś albinosi nie wiele różnią się od białych ludzi; mają białą cerę, najczęściej mocno piegowatą, co więc stwarza wielki kontrast wśród murzynów. W sposobie rozumowania Afrykańczyków ten ewenement nie ma jakiś medycznych wyjaśnień; że to choroba skóry, czy jakoś tam nietypowo skompilowane geny są odpowiedzialne za taki wybryk natury. W wyjaśnienie tego zjawiska wchodzi ich bajeczny, a zarazem rzeczywisty świat wierzeń. Jak oni sobie tłumaczą biały wygląd albinosa? Są święcie przekonani, że kobieta która urodziła takie dziecko, któremu nie zmienia się skóra z białego na czarny kolor (notabene: wszystkie murzyńskie dzieci rodzą się białe, ale pod wpływem kontaktu ze światłem po paru dniach pigment skórny przyjmuje barwę czarną), miała tajemnicze kontakt z duchem rzek, bagien, którego tu nazywają mamiłata. Taka kobieta dopuściła się stosunku cielesnego z duchem, który szkodzi ludziom. Gdyż wierzą np. że ktoś kto się utopił, niechybnie został zaatakowany przez takiego ducha – mamiłatę, który dla tych, co go sobie wyimaginowali ma postać przypominającą białego człowieka. Matka będąca czarną rodząc albinosa jest winna białego wyglądu swego dziecka i tym samym jest podejrzliwie i z rezerwą traktowana w wiosce, a nawet bywa szykanowana. Nie ma żadnego innego tłumaczenia na to zjawisko. Mojego mądrego wyjaśnienienia, jak najbardziej naukowego, że to zjawisko całkiem naturalne w całym świecie, słuchali ale z naiwnym uśmiechem. Zapewne myśląc sobie, że to jeszcze jedno jakieś dziwne tłumaczenie białego człowieka, które wcale im nie odpowiada. I skoro tak wyjaśnia i tak wierzy, to jego sprawa. Im wszystko jest obojętne co, kto i jak im tłumaczy, oni po prostu wiedzą swoje.

O tej odmienności i pojmowania świata i wierzeń Afrykańczyków przekonali mnie niezbicie nasi dawni współmieszkańcy z wioski Zomea. Z tej wioski przed 4 miesiącami wyprowadziliśmy się z moim proboszczem do większej miejscowości o nazwie Bagandou, aby być w centrum naszego sektora misyjnego. Ks. Marek pracował w Zomea przez trzy lata, ja dołączyłem do niego po roku i spędziłem tam dwa lata. Często słyszałem jak ks. Marek kładł im do głów, że w ich życiu wykroczeniem numer jeden jako ludzi, którzy uwierzyli w Chrystusa i przyjęli chrzest są czary, magia, wiara w moc złego ducha ponad wszystko. Sam również po pewnym czasie, kiedy już opanowałem tutejszy język sango wiele razy mówiłem im o ich grzechu kardynalnym – o wierze w siłę szatana i praktykowaniu czarów. Byłem święcie przekonany, że to wszyscy doskonale wiedzą i nawet się zastanawiałem czasami, czy jest potrzeba im to powtarzać, bo mnie osobiście poczęło to nudzić. A tymczasem co się okazało? Ostatnio w tej właśnie wiosce zamknęliśmy chrześcijanom kaplicę, zabraliśmy Najświętszy Sakrament i daliśmy im do zrozumienia, że tu już z nimi nie będziemy się modlić, nie odprawimy im Mszy św. i to właśnie z powodu czarów. Co takiego się stało ?

Otóż szef tamtejszej wioski był przez 2 lata farmaceutą u sióstr w przyszpitalnej aptece, a że mógł zakombinować, bo nie często był robiony remanent, więc nakradł leków na dosyć wysoką sumę pieniędzy. Gdy siostry się zorientowały, wyrzuciły go z pracy i zamknęły aptekę, bo nie było odpowiedniego człowieka na jego miejsce. Do kradzieży nie chciał się przyznać, choć było to całkowicie oczywiste, że to on zrobił. Pod groźbą podania do sądu, zdeklarował się powoli zwracać dług. Choć jak to z pieniędzmi u Afrykańczyków bywa, nigdy ich nie mają wystarczająco, albo i wcale, tak też i on po paru miesiącach nie zwrócił ani jednego franka (tutejsza moneta to franki CFA). Jako szef wioski nie dał za wygraną. Poczuł się poniżony publicznie, więc aby odwrócić uwagę od siebie jako winnego, zaprosił do domu czarownika. Zobowiązał wszystkich ludzi tej wioski do uczestnictwa w obrzędach pogańskich czarownika, typu: wylewanie krwi z kozy, rytualne jedzenie mięsa i owoców i inne fiki miki magiczne. W tym wszystkim uczestniczyli również chrześcijanie i to całymi rodzinami łącznie z dziećmi. Niektórzy ze strachu bycia posądzonym przez czarownika, a większość z przekonania w moc czarów uczestniczyli w rytuale pogańskim. Doskonale wiedzieli, że to jest wbrew wierze chrześcijańskiej, że księża po dziesiąt razy im powtarzali, że chodzenie do czarownika jest bałwochwalstwem, wyparciem się wiary w moc Chrystusa Zbawiciela. Ów czarownik za namową szefa wioski miał wskazać jakiegoś winnego: kto jest odpowiedzialny, że w wiosce nie ma jakichś widocznych zmian na lepsze, a raczej wszystko ma się ku gorszemu, bo np. w aptece nie można kupić tańszych leków, gdyż została zamknięta. Czarownik wypróbował swoje umiejętności, sztuczki przodków i zasądził jednego z Pigmejów, który na nieszczęście jego samego poszedł pracować w pole, a nie podporządkował się ogólnemu zwołaniu i nie partycypował w ceremonii szamana. Ludzie wioski za wskazaniem czarownika dorwali biedaka i utłukli na kwaśne jabłko. Jedna z sióstr to zobaczyła, bojąc się że mogą go nawet zabić, pojechała po żandarma. Ten go wyratował. Ale przy okazji młodzi ludzie z wioski zagrozili siostrze, że ją dopadną i też jej dołożą. Ale jak na razie po trzech tygodniach spokój, siostrom nic się nie dzieje. Choć tym samym żyją w lęku i mają zamiar z czasem budować tu u nas w Bagandou dom dla siebie.

Cała ta historia doprowadziła do tego, że zamknęliśmy kaplicę w Zomea i nie odprawiamy tam żadnych nabożeństw przez 3 tygodnie, dopóki nie okażą skruchy i nie pokażą, że chcą odpokutować swój błąd, że zrobili to co było bałwochwalstwem, niechrześcijańskie. Kara ta nawet szybko poskutkowała i katolicy postanowili robić w piątki całodzienne spotkania modlitewno-pokutne. Zależy im na dobrej opinii w środowisku.

Do czego ich doprowadzają czary to już kiedyś opisywałem w jednym z artykułów. Zdarzają się od czasu do czasu zasądzenia kogoś na śmierć i potrafią nawet spalić człowieka lub pogrzebać żywcem w ziemi. A dzieje się to właśnie za sprawą czarowników. I tak przed dwoma laty na naszej misji pogrzebano dwie żywe kobiety, bo podobno w dochodzeniu czarownika uśmierciły sąsiadkę chorą od roku na zapalenie płuc. W innej wiosce czarownik nakazał wypić 13-letniej dziewczynce napój prawdomówności, aby wskazać, kto był przyczyną śmierci jakiegoś człowieka. A że napój jest również częściowo trucizną, dziewczynka podczas rytuału zmarła.

Reasumując więc: nasze nieustanne powtarzanie że zajmowanie się czarami, wiara w moc złego jest grzechem, niestety nie bardzo ich przekonuje. Mimo że wiedzą o ogólnym złu czarów i rozumieją wartość życia Ewangelią to i tak bardziej cenią sobie praktyki pogańskie, aby w ten sposób po swojemu zażegnać śmierć, choroby, chronić się przed przypadkowymi nieszczęściami… Ich pokoleniowe, odwieczne przekonania są często świętsze i prawdziwsze niźli nasze nauczanie Ewangelii Życia. Tak pokrótce przedstawia się nasza najnowsza, afrykańska rzeczywistość misyjna, która nas i bulwersuje i boli, no bo jak do nich dotrzeć i jak przemienić serca… ? Bóg jeden wie! Potrzeba nam dużo mocy Bożej i Waszego modlitewnego wsparcia dla świata misyjnego. O czym sądzę pamiętacie i wspieracie nas przez swoje duchowe ofiary i modlitwy. Za co z serca dziękuję i polecam Was Jezusowi Miłosiernemu w moich modlitwach. Szczęść Boże wszystkim czytelnikom Jezu ufam Tobie!

Ks. Mieczysław Pająk