Ks. Mieczysław Pająk
Aktualności
  • W fazie upiększeń

    Zasady zysku, handlu, lukratywnego biznesu na dobre pochłonęły umysły i serca nie tylko bogatej Ameryki (czego […]

  • Sztafeta nie olimpijska, ale misyjna

    Od wieków przeciętny człowiek pożąda chleba i igrzysk. Te ostatnie z Rio przebrzmiały, bezpowrotnie odeszły do […]

Imieniny

Niewyobrażalne a jednak realne

Nasza polska prasa skromnie wypowiada się na temat obecnej sytuacji w Środkowej Afryce. Dlaczego tak jest, nietrudno odgadnąć. Któż z nas zajęty wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi w Ojczyźnie mógł interesować się tym, kto obejmie urząd prezydenta w egzotycznej RŚA. A tymczasem to środkowoafrykańskie wydarzenie było już kilka razy zapowiadane i odkładane. „Ostatecznie” prezydent spośród stu kandydatów na to stanowisko miał zostać wybrany w listopadzie tego roku, jednak wybory po raz kolejny przeniesiono na bliżej nieokreślony termin. Mogłyby one się odbyć prawidłowo, kiedy państwo uzyska jaką taką stabilizację i pokój. A że w stolicy kraju wciąż wybuchają nowe starcia zbrojne, toteż wszelkie przedsięwzięcia, które próbowano podjąć, łącznie ze spisem wyborczym, były wyrzucaniem dużej sumy pieniędzy w błoto.

Drewno-dach-3Ależ szumna i optymistyczna była ta cała mobilizacja przedwyborcza na wioskach i w miastach; ludzie przemieszczali się dziesiątki kilometrów, aby odnotować swój status elektora w miejscach swojego zamieszkania. Nawet niepiśmienni Pigmeje wychodzili ze swoich przytulnych szałasów w dżungli, aby zaznaczyć swoją wyborczą gotowość obywatelską. Ogólnie da się zauważyć w mentalności Afrykańczyków, że jeśli jest coś odgórnie nakazane dla całej wioski, prefektury, państwa, to nikt nie przewiduje fiaska takich działań. Większość krajów opanowana jest przez rządy dyktatorów i wszechobecną korupcję, a więc wszelaka niby-demokracja (demokracja w powijakach), ta wyborcza również, właściwie nic nie zmienia. Kiedyś próbowałem załadować swoimi zasilaczami specjalne, aparaty fotograficzne z lokalów wyborczych. Jednak bezskutecznie. Zostały obudowane i skonfigurowane tak, że nie dało się ich podładować ani połączyć z jakimkolwiek komputerem przykładowo celem zrobienia sobie zdjęcia pamiątkowego. Wiozłem jednego razu nawet skrzynię pełną kart wyborczych. Ciekawe co z nimi natenczas zrobiono!?

Inne, stojące pod znakiem zapytania, wielkie wydarzenie w tutejszym bezładzie politycznym i militarnym, to zapowiedziana na 29 i 30 listopada wizyta Papieża Franciszka w stolicy. Doniosłe znaczenie tego wiekopomnego wydarzenia wymaga odrębnego wpisu, który postaram się zamieścić na stronie.

Drewno na budowę kościoła w Bagandou RPAA teraz, odchodząc nieco od spraw ogólnopaństwowych, kieruję uwagę Czytelników na misyjne aktualności z mojego własnego zaścianka. Na teraz najbardziej mnie cieszy, a zarazem niepokoi, uwieńczony sukcesem transport drzewa na dach nowego kościoła. Ależ historia, książkę można by o tym napisać. W granicach mojej misji mam olbrzymie 2 tartaki, które przerzedziły znacząco okoliczną dżunglę. Chociaż ta jest tak bujna, że po kilku latach nie sposób zauważyć, że kiedyś gdzieś była szeroka droga w lesie, że powalono setki drzew. Jeden tartak od 2 lat zalega z wypłatami pracownikom, którzy wciąż mają nadzieję coś zarobić, a zakład jest objęty przerwą techniczną. Drugi tartak z kolei co jakiś czas próbował wznowić pracę, ale odkrycie żyły złota w pobliżu skierowało nawet długoletnich pracowników do złotonośnych źródeł szybkiego wzbogacenia się (więcej na temat gorączki złota we wpisie Wyludniająca „epidemia”). Zaniechano więc pracy i działalności tego tartaku. Rozumiemy zatem, że nie mogłem zamówić drzewa ani w jednym, ani w drugim tartaku, chociaż mam dookoła lasy i tych, którzy winni zajmować się ich eksploatowaniem.

Udałem się więc do stolicy, do wielkiego składu drzewnego, prosząc o deski i łaty, wyjątkowo strugane, bo nowy kościół nie będzie miał sufitu. Powała w kościele to zbyt drogi wydatek jak na moje skromne konto budowalne. Cena zakupu w stolicy w całości wydawała mi się wygórowana – 5 tys. euro. Złożenie zamówienia zleciłem wykonawcy kościoła, bo on miejscowy mógł liczyć na rabat. Zaoszczędziłem ok. 400 euro, ale część desek jest nierówno pocięta lub tak powyginana, że teraz o wiele więcej mnie będzie kosztowało szukanie dobrze pociętych i ostruganych sztuk.

Drewno dach światyni w BagandouNa przywóz zaś czekałem 3 miesiące (!). Zamieszki zbrojne w stolicy nie pozwalały na szybki wywóz drzewa, a kiedy już można było, to długo trwało szukanie samochodu dostawczego. A kiedy już się on znalazł, to całą olbrzymią ilość desek i łat wpakowano na ciężarówkę. Przy rozładunku złapałem się za głowę i mówię do właściciela samochodu: ja nawet na 2 razy nie zabrałbym tego będąc właścicielem takiego samochodu jak twój. Toteż jazda kosztowała go zachodu, a raczej wiele zachodów słońca i deszczu. Jechał bowiem 180 km ze stolicy na moją misję 12 dni (!); dwa razy rozmontowano całą skrzynię biegów; za częściami zamiennymi jeździli do stolicy; cztery razy utonęli w błotach. Należało więc w takiej sytuacji rozładować towar, przenieść dalej i ręcznie wypychać samochód do dalszej jazdy. Kiedy transport po raz pierwszy wpadł do błota okazało się, że baterie są rozładowane i przyjechali motorem po zastępcze do mnie na misję. Bez zapalenia silnika, ludzkie ręce nie były w stanie wydobyć z grzęzawisk ciężarówki. A tuż tuż przed misją, bo zaledwie 5 km, kolejna wpadka w grząskie koleiny przekonała szefa wyprawy, że należy podzielić załadunek: wyładować część, część dowieźć i wrócić się po resztę.

I tak oto, po wielu zmaganiach i perturbacjach, mam takie coś przy domu w ogrodzeniu z czego do końca nie jestem zadowolony. Co zrobię z krzywymi deskami, czy nadadzą się do montażu krokiew? Chwała Panu, że wreszcie transport dotarł na misję, ale to jeszcze musi sporo czasu upłynąć, zanim wszystko się jakoś poukłada i na dobre ruszy do przodu. Może znajdzie się ktoś mądry, kto pomoże mi właściwie zdecydować.

Jednak po latach pracy misyjnej już wiem doskonale, że nasza misja to nie tylko mury i budowle. To przede wszystkim podwaliny pod wiarę; oby była ona niczym skała. A my niestety z konieczności budujemy ten świat Bożej prawdy na grząskim podłożu pogaństwa, odmiennych od chrześcijańskiej tradycjach i dalekich od naszych przekonaniach i wierzeniach. Wiem również, że widok nowej okazałej świątyni niewiele odmieni w sercach tuziemców i nieznacznie przybliży ich do Boga. Ale warto się trudzić, choćby dla tej jednej ewangelicznej „zabłąkanej owcy”, z której odnalezienia radość w niebie będzie przeogromna. A o ileż ta radość będzie większa, jeśli uda się przyprowadzić do Boga więcej dusz.

Trzeba przeto tej świątyni Ducha, którą Wy mi pomagacie wznosić swoją obecnością, ofiarami, modlitwą. Z serca więc dziękuję i proszę o więcej.