Ks. Mieczysław Pająk
Aktualności
  • W fazie upiększeń

    Zasady zysku, handlu, lukratywnego biznesu na dobre pochłonęły umysły i serca nie tylko bogatej Ameryki (czego […]

  • Sztafeta nie olimpijska, ale misyjna

    Od wieków przeciętny człowiek pożąda chleba i igrzysk. Te ostatnie z Rio przebrzmiały, bezpowrotnie odeszły do […]

Imieniny

Niewidoczny postęp

Zainteresowani tą stroną i jej aktualnościami, mogą mieć potrzebę zorientowania się, jak wygląda budowa nowego kościoła. W tej kwestii dużo się dzieje, chociaż to nie wygląda wszystko tak, jak oczekiwałbym od wykonawcy tego przedsięwzięcia.

Fundamenty są solidne. Jednak przydałyby się już na nich mury (na razie są w marzeniach). Będą one wyjątkowo wysokie jak na tutejsze budynki – najwyższe pułapy osiągną 9 m. Przeszkody są milowe, ale powoli popycha się całość do przodu. Po powrocie z urlopu ponad miesiąc temu chciałem, aby po szybkim remoncie drogi, w który mocno się zaangażowałem, wykonawca zwiózł naszym misyjnym (niezupełnie towarowym) samochodem cegłę z odległości 8 km. Zrobił to, ale okazała się ona z powodu ulewnych deszczów tropikalnych osłabiona i rozmoknięta, a do tego wyrabiający tę cegłę młodzi liczyli na szybki zarobek, zapominając o odpowiedniej sile mięśni, aby ją wystarczająco kompresować. Czekać ona będzie na ostatnie metry w górnej partii murów kościoła. Na dolną część budynku konieczna jest cegła bardziej ugnieciona i wypalona.

Zamówiłem więc w stolicy ekipę wyrabiającą cegłę za przeszło podwójną cenę niźli tutaj na miejscu. Szykują się już teraz do jej wypalania, a jest tego 6 tys. (!) sztuk.

Produkcja cegly

Ja z kolei będę musiał za ciężkie pieniądze nająć samochód ze stolicy do jej przewiezienia na plac budowy. Dzisiaj miałem już nadzieję, że wykonawca pojedzie moim samochodem z załadowanymi przeze mnie akumulatorami po swój samochód transportowy i po przeszło półtora roku ruszy nim wreszcie po towar. Ale gdzie tam! Wrócił wieczorem i stwierdził, że należałoby pokleić dziury w silniku. Oj, ma ten człowiek niezachwianą wiarę, że jego samochód w końcu kiedyś zadziała. A ja nie wychodzę z podziwu dla niego: na zamianę części wydał już z połowę tego, za co kupił samochód; kursował do stolicy z kilkadziesiąt razy po części; o mało co nie zginęli jego pracownicy jadąc pewnego razu z nim po towar, bo siadły mu hamulce. On ma wiarę, a ja w tym podziwie dla niego muszę uczyć się niezłomności w przeciwnościach, aby nigdy się nie poddawać i mieć przede wszystkim tę świętą cierpliwość i nielimitowaną tolerancję dla moich współpracowników.

Póki co jestem zarobiony po łokcie w innej sferze naszych działań misyjnych. Nowa Pani Dyrektor szpitala zarządzaRoboty szpital Bagandou swoją grupą pielęgniarzy w malowaniu co niektórych sal, a ja wziąłem się za udoskonalanie kuchni szpitalnej. Ależ będzie luksus gotowania, dla Pigmejek zwłaszcza. Nie będą już musiały stawiać na kamieniach garnków ze strawą. Albo co jeszcze bardziej fatalnego robią – kładą garnek wprost na palącym się drewnie. To, jak nietrudno się domyślić, kończy się czasami wywróceniem garnka po wypaleniu się szczap. Teraz powstają niewyobrażalnie nowoczesne (jak na afrykańskie warunki oczywiście) paleniska: na metalowych kątownikach przyspawane felgi od kół samochodowych. W żaden sposób nie do ruszenia, a nawet nie do ukradzenia przez zainteresowanych amatorów oryginalnego wynalazku, bo nogi będą w betonie zespojone pod cegłą szamotą.

Czegóż tu jeszcze nie wymyślą głowy białych w niezbyt pomysłowym bycie tubylców. Felga w wydaniu Afrykańczyków nie musi przecież służyć tylko za dzwon do kaplicy czy dzwonek przy szkole.