Ks. Mieczysław Pająk
Aktualności
  • W fazie upiększeń

    Zasady zysku, handlu, lukratywnego biznesu na dobre pochłonęły umysły i serca nie tylko bogatej Ameryki (czego […]

  • Sztafeta nie olimpijska, ale misyjna

    Od wieków przeciętny człowiek pożąda chleba i igrzysk. Te ostatnie z Rio przebrzmiały, bezpowrotnie odeszły do […]

Imieniny

Imigracja donikąd

My biali mieszkańcy środka Europy mamy słuszne, mroczne obawy: co się stanie z naszym polskim narodem, jeśli zaleją nas uchodźcy z Bliskiego Wschodu albo uciekinierzy z czarnej Afryki? Będąc tutaj, w sercu kontynentu Tydzien Misyjny w Bagandouafrykańskiego, mogę zapewnić was, moich Rodaków, że nikt z Centralnoafrykańczyków nie poprosi w Polsce o azyl, nie da nogi stąd i nie ruszy w poszukiwaniu lepszego jutra w świecie jasnoskórych. Jestem tutaj przez co poniektórych Afrykańczyków w rozmaity sposób wystawiany na próbę, aby zlitować się nad ich żałosnym losem i dać im możliwość wojażu w cudowny świat białego człowieka. Jednak moje wytłumaczenie jest krótkie: w świecie nas białych nie bylibyście tak beztroscy, radośni i szczęśliwi. Ponieważ tam trzeba walczyć o codzienny byt, nie znieślibyście ciągłego pośpiechu, pogoni za pieniądzem i nie bylibyście aż tak rozmowni w niekończących się opowieściach i historiach, bo nikt by waszych bajecznych wywodów nie słuchał. Zaś absolutny szlaban emigracyjny dla was – to granice waszego państwa. Przecież przeciętny śmiertelnik tego kraju nie jest w stanie dostać w żadnym stołecznym biurze dokumentów zagranicznych podróży. A zwłaszcza nie może spełnić swojego wielkiego pragnienia, jakim jest otrzymanie wizy we francuskiej ambasadzie. Zaś ambasady ościennych państw, choćby nawet dały przepustkę, nie są szczytem oczekiwań; sąsiednie kraje to wszak żaden wielki, upragniony, podpatrzony na filmach, świat marzeń.

Swego czasu był sobie jeden taki śmiałek, nam tutaj na wiosce dobrze znany jako handlarz złota i diamentów. Odważył się on kupić na czarnym rynku za niebagatelną kwotę dobrze podrobiony paszport i wyposażył się u czarownika w niezbędne fetysze, aby opuścić stolicę Bangi i wsiąść do samolotu Air France. Jednak jakież było jego zdziwienie, kiedy służby paryskiego lotniska wzięły go na kontrolę i przy jednym z nielicznych pytań, gdzie mieszka, podał inny adres aniżeli ten zamieszczony we sfałszowanym paszporcie. Żaden talizman, ni fetysz nie uchroniły go od szczerości, która mu nakazała podać właściwy adres znany od urodzenia. Cały chytry plan spełznął na niczym.

Za to my biali jesteśmy wszędobylskimi obywatelami świata. Gdzie tylko dusza zapragnie tam można polecieć, popłynąć, pojechać itd. Choć tutaj w RŚA są już coraz większe sita dla białych przybyszów. Kto z nas pomyślałby, że Tydzien Misyjny ks Pawełmu będzie potrzebna wiza, lub karta pobytowa do takiego buszmeńskiego kraju. A jednak jest wymagana. A dlaczego? Proste – państwo niewymagające od obywateli przez dziesiątki lat płacenia żadnego podatku, nakłada wysokie cła na towary i haracze na odważnych przybyszów. A skoro chcą tu przyjechać, to na pewno muszą mieć odpowiednią gotówkę przy sobie. Czy jest dopuszczalne, abyśmy my misjonarze będąc inwestorami dla tego nierozwiniętego kraju, musieli co roku płacić za kartę pobytową aż 250 euro!? Inny bezpodstawny wymóg przy wjeździe do RŚA, to książeczka szczepień. A że ma ona okładkę żółtą, to nowicjuszów ostrzegawczo uprzedzamy, aby lecąc tu wyrobili sobie żółte papiery. Pytam często w duchu, a niby dlaczego ja udając się w podróż do dżungli, ryzykując nawet życiem, mam się wykazać odpowiednimi szczepieniami. Skoro i tak nieuchronnie czeka mnie malaria albo tyfus, pasożyty, czy inne nam bliżej nieznane tropikalne choroby. Ostatnia dwutygodniowa malaria, nie tylko mnie osłabiła fizycznie, ale i kazała przezornie zawyrokować koledze, który ledwo co wrócił z Polski, że nie chciałby mnie ewakuować chorego stąd do Europy.

Ostatnio sytuacja militarno-polityczna w RŚA bynajmniej nie zniechęca wielu spośród naszych kolegów misjonarzy do powrotu po urlopach na swoje misje. W ciągu minionych trzech tygodni starcia w stolicy pociągnęły za sobą śmiertelne żniwo ok. 100 zabitych i jeszcze więcej rannych. Nadto spowodowały awersje i otwartą nienawiść do białych, przez obecność Armii Francuskiej w stolicy, która niby jest w stanie gotowości, a co jakiś czas dokonują się niespodziewane okrucieństwa. Toteż wiele zagranicznych organizacji humanitarnych nakazało swoim przedstawicielom przymusowy wylot z Bangi. My chociaż daleko od centrum zamieszek, słyszymy niesłuszne, przykre uwagi pod swoim adresem: hej, wy biali! Won stąd! To wy doprowadzacie do zniszczenia nasz kraj! A że są to chwilowe rasistowskie nastroje, to żyjemy nadzieją, że coś jeszcze z naszego bezinteresownego dzieła zostanie pozytywnie przyjęte i afront do nas, obywateli nie tego świata, się nie pogłębi.

Jednak z innych stron otrzymujemy wiele akcentów i oznak serdeczności, iście przyjacielskiej. Ileż to ludzi za nas się Montaż pompy Mieczysław Pająkmodli i na wszelkie sposoby chce nam towarzyszyć w pracy misjonarskiej! Ileż wspaniałych zapewnień o trosce o nas! Często mówię sobie, że skoro wiary czasami mi brak do tutejszych ludzi, to wiara moich bliskich wyrażona w ich modlitwach i pomocy, każe mi trwać na stanowisku i robić to, na co się zdecydowałem przed laty. Mimo tych wszystkich przeróżnych niedogodności i przeszkód.

Są tacy, którym winienem osobistą wdzięczność i słowa podziękowania za pomoc. Są to Panowie elektrycy, mechanicy, złote rączki, którzy na dziale elektryczno-mechanicznym Papierni w Niedomicach pod dyktando swego szefa Pana Stanisława, dorabiali przedziwne detale do amerykańskiego sprzętu. To już drugi raz naprawili mi pompę wodną do szpitala, która kosztowała bagatela – 1300 euro. To wszystko za niezarobkowe: „Bóg zapłać”!

Ten tydzień u mnie na misji jest Tygodniem Misyjnym. Dzieci w asyście mojego kolegi ks. Pawła (ja byłem chwilowo out w pracy parafialnej przez wspomnianą malarię) odwiedzali popołudniami poszczególne dzielnice naszej centralnej wioski modląc się na różańcu, śpiewając, maszerując drogami i ścieżkami przy mocnym huku wybijanych rytmów na tam-tamach. A przy tym zbierają pieniądze, które ja przekażę do Diecezji Mbaïki, a następnie zostaną one przesłane do watykańskich Dzieł Misyjnych, które w skali składek z całego świata, będą wsparciem dla innych Kościołów misyjnych. Niech każdemu, każdej z nas będzie bliska wspólna troska o dzieło Misyjne, czyli Zbawcze Posłanie naszego Pana i Dawcy wszelkiego dobra. Wszędzie tam, gdzie jest miłość i troska o innych, jest również radość taka szczera i spontaniczna, wynikająca z bardziej skorego dawania niźli brania. Pomoc, ofiarność płynąca z serca jest przedmiotem Bożego błogosławieństwa, wszak „radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9,7).