Ks. Mieczysław Pająk
Aktualności
  • W fazie upiększeń

    Zasady zysku, handlu, lukratywnego biznesu na dobre pochłonęły umysły i serca nie tylko bogatej Ameryki (czego […]

  • Sztafeta nie olimpijska, ale misyjna

    Od wieków przeciętny człowiek pożąda chleba i igrzysk. Te ostatnie z Rio przebrzmiały, bezpowrotnie odeszły do […]

Imieniny

Dali ognia

W Salomonowej Pieśni Psalmu 127 czytamy: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą”. Piękna maksyma, o której nie można zapomnieć zwłaszcza w tym afrykańskim świecie, bezdomnym świecie. Bardziej klarownie sprawę ujmując, tutejsze domy widma, czyli ziemianki, szałasy, lepianki, bez okien, często bez zamykanych drzwi nie mają ni wyglądu, ani też nie spełniają odrobiny wymaganego standardu w naszym rozumieniu. Jeśli jakiś dom ma pokrycie z blachy to w takim rozgrzanym piekarniku od upalnego słońca nawet Afrykańczyk nie wytrzymuje w ciągu dnia. Zaś pod dachem z liści palmowych ciepła jest znacząco mniej, ale po ulewnym deszczu przecieka, leje się nawet strugami. Zdarzało mi się już tak, że nocą będąc na wiosce po dziennej pracy lub podróży wstawałem zaciągałem nad miejscem swojego legowiska plandekę, abym mógł spać w nocy. Żadne zmęczenie, choćby największe, nie przezwycięży jakże irytującego uczucia spadających kropli, niekoniecznie na nos, bo przez śpiwór też czuć spływające krople.

Te nieco luźne dywagacje niech uzmysłowią nam, że coś tak niezwykłego jak okazały, murowany z wypalanej cegły,Wypalanie cegły RŚA pod solidną blachą, na kilka metrów wysoki dom w tych stronach, to jedynie może być dom Boga. I temu żaden Afrykańczyk bynajmniej nie zaprzeczy. To nam bogatym Europejczykom często się nie podoba, że zbyt wiele księża inwestują w świątynie.

Dobitnie to widać i na mojej stronie internetowej. Nikt jeszcze z odwiedzających tę stronę nie zauważył, że jest tam podane konto bankowe w związku z budową kościoła. A może widział, ale ja tego nie doświadczyłem od miesiąca, aby ktokolwiek wpłacił nawet symboliczną złotówkę na ten cel. I stąd tytułem wstępu do tego wpisu zamieściłem tę maksymę: ufaj Panu, bo jeśli On tego sobie nie postawi, to guzik ty potrafisz zdziałać.

A zobaczmy co się podziało z nowo wyrabianą cegłą. Stos złożonej, w miarę dobrze wypalonej, cegły mamy przed oczami, ale hałda roztrzaskanej jest tuż obok. Co się stało? Otóż wyjątkowo „obrotni” czterej chłopcy ze stolicy „wyśmigali” kolumbrynę dwukomorową, gdzieś na 3 m wysoką.

Wypalanie cegły bagandou

Jednak gdyby – jak im to potem wytknąłem – nie wasza mania wielkości i pośpiechu, to wszystko byłoby OK. Mogliście przecież dać sobie spokój przy 5 tys., mogliście podpalić i przytrzymać dłużej ogień aż się wszystko wypali jak należy. Niestety nie ma ten lud wyobraźni, po 1-dniowym mocnym ogniu, zabrali się za rozbiórkę pieca. „Gość” wylazł sobie na górę i jak odważny i niezbyt roztropny osobnik, znalazł się momentalnie na ziemi w gruzie z 7 tysięcy cegieł. Zostało dobrych, w miarę starannie wypalonych sztuk jedynie 3 tys. A gdzie następne 9 tys.? Kiedy? Czyim kosztem?

No cóż, zasada jest jedna: biały ma pieniądze więc zapłaci. Przecież nikogo ani za bezmózgowie, ani za zwłokę w pracach nie ukarzę. Co mi to da!? Swoich, tutejszych ziomków nie znajdę w obecnym czasie. Oni są we własnym, innym świecie o wiele ciekawszym, ale o tym w następnym felietonie…